Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2013

Pierwszy śnieg w tym sezonie

Mamy śnieg! Wczoraj wieczorem sypało, a rano powitały nas drzewa powleczone bielą i prawdziwie zimowy krajobraz. Być może tylko na chwilę, nieważne. Wszyscy się ucieszyli, szczególnie psiaki. Szaleństwom nie było końca.

najpierw szybka przebieżka
potem obowiązkowy patrol wzdłuż płotu
Maya lubi patrolować z góry

siostry Chugach i ich akrobatyczne popisy

zabawy w parach
Wichita coraz częściej bawi się z młodymi, sama ma ciągle naturę szczeniaka
chwila odpoczynku i zadumy ;)
Jimo wyraża zadowolenie z zaistniałej sytuacji pogodowej
Jimi w całej okazałości, już nie szczeniaczek

niedziela, 7 kwietnia 2013

"pływająca" Maya

Maya uwielbia biegać, w zasadzie poza bieganiem świata nie widzi. Przed wyjazdem na trening jest zawsze tak podekscytowana, że trudno ją opanować a na treningu daje z siebie wszystko. Po biegu widać, że jest naprawdę szczęśliwa i wtedy uwielbia chłodzić się na śniegu robiąc to :)


wtorek, 2 kwietnia 2013

Długa zima

W tym roku zima doprawdy nas rozpieszcza. Krótki sezon startowy na śniegu rekompensujemy sobie z nawiązką trenując od połowy marca na śniegu na "własnym podwórku". W zasadzie trudno mówić o konkretnych treningach, psy biegają we własnym tempie, chodzi o to żeby miały trochę ruchu i żeby nie roznosiła je energia. Tak więc Adrian z psami mają sanki, a ja wyżywam się na nartach biegowych, które tej zimy stały się moją pasją.








czwartek, 13 grudnia 2012

Pierwsze treningi na śniegu

Od razu po zakończeniu sezonu dryland pogoda zrobiła nam miłą niespodziankę i uraczyła dość obfitymi opadami śniegu. W tej chwili leży go nieco ponad 20 cm. Fantastycznie było znowu wyciągnąć sanki i przebiec się po czyściutkim, bialutkim śniegu :)
Za nami dopiero dwa treningi na saniach i mamy nadzieję, że pogoda pozwoli nam na o wiele, wiele więcej. Wczoraj Adrian pojechał najpierw ze szczurkami w ustawieniu Maya z Izzie i Wichi z Ruby z tyłu. I nie wiem czy to ten śnieg, czy to, że na trening wybraliśmy się już w zapadających ciemnościach, a może jedno i drugie spowodowało, że trudno było utrzymać dziewczyny w ryzach. Nawet z najspokojniejszą Izzie ciężko było poradzić sobie przed startem. Po tym treningu stwierdziliśmy jednogłośnie, że Izzie jest prawdziwym snowdogiem, który dopiero na śniegu pokazuje radość biegania, a więc...precz z błotem ;) Siedem kilometrów zleciało jak z bicza trzasnął, trasa w lesie po przejechaniu jakiegoś cięższego sprzętu była dobrze ubita i szybka. Potem jeszcze Adrian zabrał miśki na rekonesans po nowej, nieco trudniejszej bo nieubitej trasie.

A dziś już tylko ze szczurkami cięższy, prawie 8 km trening. Wprawdzie dzień był piękny i słoneczny, ale na trening pojechaliśmy jak zwykle po pracy, a więc w zapadających już ciemnościach, stąd brak zdjęć.
Psy szalały chyba jeszcze bardziej niż wczoraj, widać że warunki wybitnie im odpowiadają :)

A tak było dzisiaj:


niedziela, 22 stycznia 2012

Hornik - 2 dzień zawodów bez problemów

Przez noc napadało z 15cm śniegu, niestety jest mokry i boimy się, że trasa będzie dziś ciężka. Dzień wita nas chmurami i wiatrem. Starty, które miały być dziś o 10 jednak przesunięte na 11 - trzeba przygotować trasy.
Dziś wszystko przebiega bez większych kłopotów. Startujemy Łukasza i Agnieszkę w C po czym szykujemy się do startu i zanim przychodzi nasza kolej zdążamy jeszcze pomóc Łukaszowi w C1. Dwie minuty później nadchodzi nasza kolej. Maya nakręca się dziś niemożliwie, ledwo mogę ją utrzymać. Wreszcie startują i chwila oddechu. Fotografuję na mecie wracające zaprzęgi - jest i nasz. Dziś czas lepszy o około 1,5 minuty. Okazało się, że trasa została mocno ubita i była twardsza a tym samym szybsza niż wczoraj. Drugi Łukasz, pierwszy Ondrej Broz z Czech.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z piesów, mimo że trenowały krótszy dystans w zupełnie innych warunkach poradziły sobie znakomicie. Szczególnie zadowoleni jesteśmy z Izzie, która ostatnio miała słabszy okres a tu nie odstawała od Mayki, która jak zwykle spisała się na medal :)



Około godziny 15 zakończenie imprezy, rozdanie dyplomów i nagród. Tym samym nasze pierwsze zagraniczne zawody przechodzą do historii i zaliczamy je do bardzo udanych. Fajna organizacja, sympatycznie i na luzie, trochę nowo poznanych osób.
W ciągu godzinki wszyscy się rozjeżdżają, robi się cicho i pusto i ... zaczyna sypać śnieg :)


Hornik - 1 dzień zawodów i pechowa łączówka

Wstajemy o 7 żeby nakarmić szczeniaki  i napoić Mayę i Izzie, powoli zaczyna się robić jasno. Niebo zachmurzone, gdzieś tam próbuje się przebić słońce.
Łącznie z nami dojechały trzy teamy z Polski. Łukasz i Agnieszka startują w C0 a Łukasz jeszcze dodatkowo z nami w C1. Chłopaki szykują płozy do sań. Potem kręcimy się po stejku, obserwujemy starty innych klas i robimy zdjęcia. Gadu, gadu a tu nagle robi się po 12 i przychodzi czas na nasze starty. Pomagamy Łukaszowi i Agnieszce z kundlami i potem lecimy szybko sami się szykować. Mamy jakieś osiem minut. Spokojnie ubieram psy w szelki a Adrian zrzuca wierzchnie ciuchy i leci zaprowadzić sanki w okolice startu. Potem bierzemy psiaki na smycze, prowadzimy na strat i podpinamy do sań. Widać, że są trochę oszołomione, wszędzie kręci się sporo ludzi. Weekend przyciągnął turystów, widać dużo ludzi na biegówkach.
Start za jakąś chwilę a tu przy podprowadzaniu na linie startu zrywa się łączówka, zepsuł się karabinek. Próbuję jeszcze go wcisnąć, ale zdaje sobie sprawę, że długo pewnie nie potrzyma. Niestety nie ma już czasu na skoczenie po drugą łączówkę ani na inne kombinacje i tak ruszają z 5 sekundową stratą. Jakoś to będzie. Iza i Maya na szczęście mają tendencję do biegania blisko siebie, bok w bok.
Po drodze na stejka pomagam jeszcze Łukaszowi wystartować z haszczakami, biorę aparat i lecę odsapnąć na mecie czekając na nasz team. Tylko Adrian startuje na dwóch psach, reszta na trzech i czterech. Zastanawiam się jak nasze dziewczyny poradzą sobie na ciężkiej, niemal 9km trasie, najwięcej biegaliśmy 7km. Wreszcie są, jeszcze tylko łagodny zjazd po łuku i meta. Psiaki nie wyglądają na wykończone, gorzej z Adrianem ;) Starał się im pomagać jak tylko mógł, ale nogi zapadały się w śniegu. Brak łączówki nie okazał się jakąś tragedią.
Okazuje się, że zajęliśmy trzecie miejsce i nawet strata do drugiego Łukasza nie jest jakaś "kosmiczna".
Poimy psiaki i pakujemy do boksów. Mimo, że nie widać po nich wielkiego zmęczenia ta trasa na pewno dała im w kość i muszą do jutra porządnie odpocząć. Idziemy jeszcze na spacer ze szczeniakami i przy okazji zwiedzamy okolicę.
Zaczyna padać śnieg i w czasie gdy odpoczywamy w hotelu napadało już jakieś 10cm świeżego puchu i sypie nadal :)





piątek, 20 stycznia 2012

Hornik

13,5 godziny - tyle zajęła nam trasa na Hornik.
Najpierw dwie godziny w ulewnym deszczu, potem porywisty wiatr, który na postoju poderwał nam skrzydło od nadstawki, na szczęście nie uległo uszkodzeniu. A gdy około 7:30 rano przekroczyliśmy granicę w Lubawce zaczął prószyć śnieg. Potem natknęliśmy się na jeszcze jedną ulewę, która przekształciła się najpierw w deszcz ze śniegiem a potem w śnieg.
Od Pardubic do Tri Studne jechaliśmy już bardzo powoli w ciężkich warunkach: zadyma śnieżna i białe drogi. Okazało się, że dojazd do Tri Studne to jedno ale odnaleźć Hornik to  drugie :) Pytamy o drogę i każdy macha: dalej, dalej, i jedziemy w coraz bardziej odludne tereny. W końcu w ostatniej chwili zauważamy zjazd na Hornik, ale jest za późno by skręcić. Cofamy się więc odrobinę, ale nie możemy już podjechać (niestety jest pod górkę). Zapada szybka decyzja o założeniu łańcuchów na koła. Jakoś nie wierzę w te łańcuchy, ale podjeżdżamy z miejsca za pierwszym razem. Jeszcze chwilę przez las i jesteśmy. Jak na zawołanie wygląda słońce i po raz pierwszy tej zimy widzimy jej prawdziwe oblicze :)
Organizator ratraczkiem robi nam miejsce na rozbicie stake-outu. Nareszcie psiaki mogą na dłużej rozprostować kości i dostać porządnie jeść. A my ostatkiem sił targamy rzeczy do hotelu i wreszcie jest czas na zasłużona chwilę oddechu. Tymczasem za oknem zaczyna padać śnieg...





czwartek, 5 stycznia 2012

Nowy Rok - nowe plany

Cieszymy się, że 2011 rok już za nami. Mimo kilku sportowych sukcesów nie był dla nas zbyt udany.
Odszedł od nas pierwszy pies - Gia, i bardzo mocno to przeżyliśmy, potem zachorowała Happy, a koniec roku to już festiwal problemów z Izzie i Mayą w rolach głównych.
Kłopoty z psiakami sprawiły, że ostatnio nasze treningi nie były regularne i teraz mamy bardzo mało czasu na porządne przygotowanie się do zawodów na śniegu. O ile wogóle śnieg gdzieś napada i zdoła się utrzymać. Do tego, na nasze nowe sanki przyjdzie nam chyba czekać dłużej  niż się spodziewaliśmy.

Tak czy siak w nowy rok wkraczamy z nowymi planami. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli chcemy wybrać się na cztery imprezy na śniegu:
- Tri Studne (Czechy)
- Decinsky Snieznik (Czechy)
- Radków: Mistrzostwa Polski
- Zuberec: Mistrzostwa Świata WSA na Słowacji

Nie zważając na pesymistyczne prognozy i różnej maści problemy nareszcie regularnie trenujemy i przygotowujemy się logistycznie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...