Dwa tygodnie jakie upłynęły od Mistrzostw Polski w Radkowie pozwoliły nam trochę odpocząć i zregenerować siły. Z powodu braku śniegu i uszkodzenia hulajnogi trenowaliśmy tylko na rowerze. Pod koniec ubiegłego tygodnia śnieg wprawdzie spadł lecz nadal było go za mało żeby potrenować na saniach a w środę już za dużo by potrenować na rowerze tak więc psiaki miały całe trzy dni wolnego przed zawodami Pucharu Polski i Europy w Zawoi. Może i dobrze bo trasy pod Babią Górą do najlżejszych nie należały :)
Przez całą drogę towarzyszył nam śnieg i trwająca 13 godzin podróż do najprzyjemniejszych nie należała. W samej Zawoi śniegu mnóstwo i jak przyjechaliśmy nadal sypało, na szczęście największe opady już minęły.
Starty w sobotę zaplanowano dopiero na 12, więc mieliśmy mnóstwo czasu na przygotowania. Stake-out pod Babią Górą w bezpośrednim sąsiedztwie wyciągów narciarskich przyciągnął wielu widzów szkoda tylko, że zawodnicy nie dopisali. Niektórych odstraszyły zapewne złe warunki na drogach a część zrezygnowała ze startu nie chcąc przemęczyć psów na ciężkiej trasie tydzień przed Mistrzostwami Świata. My zdecydowaliśmy się wystartować i najwyżej pokonać trasę wolniejszym tempem, maksymalnie pomagając psom.
Tak więc z ośmiu zgłoszonych, ostatecznie pozostało dwóch zawodników z których Adrian okazał się lepszy zajmując pierwsze miejsce. W sobotę start był bardzo męczący dla Adriana, który nie znając trasy źle rozłożył swoje siły i dwa ostre podbiegi dały mu się mocno we znaki. Drugiego dnia było już dużo lepiej, ale z kolei mocno dała się we znaki pogoda. Akurat w trakcie zawodów wiał bardzo silny wiatr, który w górnych rejonach zawiał kompletnie fragmenty tras. Działo się to do tego stopnia szybko, że nie było widać śladu zawodnika jadącego wcześniej. Na szczęście w klasie D, był to tylko krótki fragment, a pozostała część tras była szybsza niż w sobotę co pozwoliło nam nawet poprawić czas o 10 sekund.
Po zawodach pozostaliśmy w Zawoi, a wczoraj rano - dzięki uprzejmości organizatorów, zrobiliśmy (tak jak i kilka innych teamów, które tu zostały) trening na krótszej i lżejszej trasie. Dziś ruszamy na Słowację, do Zuberca na Mistrzostwa Świata. Na stronie organizatora udostępniono już listy startowe, podobno nie ma aż tak wielu zawodników, ale dla nas i tak wygląda to imponująco :)
wtorek, 21 lutego 2012
niedziela, 12 lutego 2012
Adrian w Reprezentacji Polski na MŚ w Zubercu
Starty w Czechach, Austrii i na Mistrzostwach Polski w Radkowie nie pozwoliły nam wprawdzie zebrać odpowiedniej ilości punktów ONS do kwalifikacji (zabrakło niewiele bo 0,7 pkt), ale pozwoliły z tzw. "dziką kartą" zakwalifikować się do Reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata WSA w Zubercu na Słowacji, które odbędą się 24-26 lutego. Strona tegorocznych Mistrzostw Świata.
A wcześniej bo już 18 i 19 lutego zapraszamy do Zawoi w Beskidzie Żywieckim, gdzie będziemy ścigać się na IX Międzynarodowych Zawodach Psich Zaprzęgów.
A wcześniej bo już 18 i 19 lutego zapraszamy do Zawoi w Beskidzie Żywieckim, gdzie będziemy ścigać się na IX Międzynarodowych Zawodach Psich Zaprzęgów.
wtorek, 7 lutego 2012
Mistrzostwa Polski Radków/Karłów (4-5.02.2012)
Jeszcze dobrze nie zdążyliśmy się ogarnąć po naszym ostatnim wyjeździe i nawet do końca się nie rozpakowaliśmy a tu już trzeba było ruszać w Góry Stołowe na zawody zorganizowane przez klub Husky Fun. Do Karłowa przybyliśmy od strony Radkowa, pokonując malownicze serpentyny, w piątkowe słoneczne i mroźne południe. Temperatura poprzedniej nocy spadła tu do minus 30 stopni więc mieliśmy pewne obawy związane z psami i autem, ale na szczęście kolejne noce były już cieplejsze - jedynie skromne minus 20 stopni.
W sobotę rozpoczęcie zawodów nieco się przesunęło i start mieliśmy dopiero koło godziny 13, więc gdy tylko Adrian przygotował sanie wpadliśmy na genialny, jak nam się wtedy wydawało pomysł, obejścia trasy dla klasy D. Ponad 6 km szybkim tempem, po miejscami średnio ubitym śniegu, dało nam się mocno we znaki, i chyba odbiło się negatywnie na kondycji Adriana podczas startów. Ale widoki na Szczeliniec i otaczające go wzniesienia były przepiękne :)
Przyszła pora startów. Nasz team wyruszył jako szósty. Z psami na smyczach udało nam się idealnie podejść na start - nie musiały długo czekać, denerwować się i tracić energii. Trochę się niepokoiłam wiedząc, że czekają ich dwa spore podbiegi i fragmenty trasy z ciężkim, zmielonym śniegiem więc wiedziałam, że łatwo nie będzie. Na mecie Adrian zameldował się z czwartym czasem tracąc tylko 9 sekund do trzeciego Mateusza Juszczyka, więc nie było źle. Teamy Filip i Mateusz Surówka, co było do przewidzenia, były poza zasięgiem.
Drugiego dnia mieliśmy jeszcze nadzieje na odrobienie strat, ale biegło się ciężej a nogi zapadały w śnieg więc Adrian nie bardzo mógł pomóc naszym małym suniom, które też nie miały na tyle sił by go uciągnąć. Czas mieliśmy gorszy o prawie 40 sekund i powiększyliśmy stratę do rozpędzającego się w sezonie zimowym teamu Mateusza o ponad minutę zajmując ostatecznie miejsce tuż poza podium.
Po ceremonii zakończenia nie pozostało nam nic innego jak wykaraskać się ze stake-outu pod Szczelińcem, co nie było najprostsze i łagodniejszym już zjazdem udać się w kierunku Kudowy.
Dziękujemy klubowi Husky Fun za fajne zawody, Krzysiowi Janeckiemu, Mariuszowi Kostrzewie i Rakocy Team za możliwość skorzystania ze sprzętów do smarowania płóz, Powiatowi Szczecineckiemu za możliwość wystartowania w tych zawodach i jak zwykle naszej rodzince, która zatroszczyła się w tym czasie o pozostałe psy i domek.
W sobotę rozpoczęcie zawodów nieco się przesunęło i start mieliśmy dopiero koło godziny 13, więc gdy tylko Adrian przygotował sanie wpadliśmy na genialny, jak nam się wtedy wydawało pomysł, obejścia trasy dla klasy D. Ponad 6 km szybkim tempem, po miejscami średnio ubitym śniegu, dało nam się mocno we znaki, i chyba odbiło się negatywnie na kondycji Adriana podczas startów. Ale widoki na Szczeliniec i otaczające go wzniesienia były przepiękne :)
Przyszła pora startów. Nasz team wyruszył jako szósty. Z psami na smyczach udało nam się idealnie podejść na start - nie musiały długo czekać, denerwować się i tracić energii. Trochę się niepokoiłam wiedząc, że czekają ich dwa spore podbiegi i fragmenty trasy z ciężkim, zmielonym śniegiem więc wiedziałam, że łatwo nie będzie. Na mecie Adrian zameldował się z czwartym czasem tracąc tylko 9 sekund do trzeciego Mateusza Juszczyka, więc nie było źle. Teamy Filip i Mateusz Surówka, co było do przewidzenia, były poza zasięgiem.
Drugiego dnia mieliśmy jeszcze nadzieje na odrobienie strat, ale biegło się ciężej a nogi zapadały w śnieg więc Adrian nie bardzo mógł pomóc naszym małym suniom, które też nie miały na tyle sił by go uciągnąć. Czas mieliśmy gorszy o prawie 40 sekund i powiększyliśmy stratę do rozpędzającego się w sezonie zimowym teamu Mateusza o ponad minutę zajmując ostatecznie miejsce tuż poza podium.
Po ceremonii zakończenia nie pozostało nam nic innego jak wykaraskać się ze stake-outu pod Szczelińcem, co nie było najprostsze i łagodniejszym już zjazdem udać się w kierunku Kudowy.
Dziękujemy klubowi Husky Fun za fajne zawody, Krzysiowi Janeckiemu, Mariuszowi Kostrzewie i Rakocy Team za możliwość skorzystania ze sprzętów do smarowania płóz, Powiatowi Szczecineckiemu za możliwość wystartowania w tych zawodach i jak zwykle naszej rodzince, która zatroszczyła się w tym czasie o pozostałe psy i domek.
| fot. Zbyszek Kunert |
wtorek, 31 stycznia 2012
Sandl - Austria (28-29.01.2012)
W piątek rano opuściliśmy gościnny Hornik i udaliśmy się na zawody Pucharu WSA do Sandl, małego miasteczka położonego w górnej Austrii. Przez całe Czechy towarzyszyły nam chmury, ale Austria powitała nas piękną, słoneczną pogodą dzięki czemu mogliśmy podziwiać malownicze górskie krajobrazy.
Na zaśnieżonym stake-oucie w Sandl zameldowaliśmy się około godziny 14 zaraz na wjeździe trafiając na pierwszą ekipę z Polski, a było ich na zawodach całkiem sporo bo aż dziewięć. Dzięki pomocy Moniki i Waldka szybko udało się załatwić traktor, który ustawił naszą przyczepę na miejscu. O wjeździe nie było mowy, niemal każdy kto próbował prędzej czy później stawał w przemielonym śniegu. Oporządziliśmy psiaki i udaliśmy się na poszukiwanie noclegu, który nie bez kłopotu udało nam się załatwić telefonicznie dzień prędzej. A okazała się nim sympatyczna gospoda Viehberg położona naprzeciw stoku narciarskiego. Jedynym minusem tego położenia była stromość podejścia, którą musieliśmy pokonać kilka razy dziennie.
Wieczorem wróciliśmy na stake-out żeby się zarejestrować. Zjechali już niemal wszyscy Polacy więc zrobiło się bardzo swojsko. Największą niespodziankę sprawił Rowerland dowożąc na zawody nasze nowe sanki, radości było co niemiara :)
Starty zarówno w sobotę jak i niedzielę zaczynały się od 10. Było nam na rękę, że klasa D startowała zaraz po skijoringu a więc bardzo wcześnie. Nasza Maya, która już od rana czuje atmosferę zawodów, nie musiała się długo denerwować, a potem oboje mogliśmy pomagać w startach innym ekipom. W naszej klasie wystartowało aż 13 zawodników, Adrian przedostatni. Udało mu się dogonić dwa zaprzęgi a wyprzedził go świetny Filip Surówka, który mocno pociągnął nasz zaprzęg. Po pierwszym dniu zajmowaliśmy dobre piąte miejsce. Drugiego dnia na stake-oucie przywitał nas silny mróz i lodowaty wiatr, nic przyjemnego jeśli ma się spędzić pół dnia na dworze, ale dzięki temu trasa zrobiła się twarda i szybka. Czasy były dziś o wiele lepsze, my poprawiliśmy swój o minute i 12 sekund i straciliśmy w tym dniu do czwartego Christopha Rottera z Austrii jedynie 9 sekund. W klasie D1 wystartowało łącznie czterech Polaków. Na pierwszym miejscu Mateusz Surówka, drugi Filip, my na piątym, a zaraz za nami Mateusz Juszczyk.
O godzinie 15 rozpoczęło się zakończenie, a już o 16 czyli zaraz potem jak traktor wyciągnął nas ze śniegu, ruszyliśmy na Pragę i dalej ku polskiej granicy razem z Łukaszem Paczyńskim jako naszym pilotem :)
Drogi były czarne i suche, do tego w nocy panował bardzo mały ruch więc jechało się bardzo dobrze i 780km i 13 godzin później byliśmy w domu.
Bardzo się cieszymy, że daliśmy się namówić na wyjazd do Sandl. Pobyt i uczestnictwo w tych zawodach dało nam dużo doświadczenia, mogliśmy zmierzyć się z bardzo dobrymi zawodnikami i podpatrzeć najlepsze teamy w Europie. Piąte miejsce uznajemy za sukces uwzględniając to, że Adrian startował pierwszy raz na nowych sankach i miał bardzo mało czasu by potrenować na śniegu, do tego nasze Maya i Izzie są chyba najmniejszymi psiakami startującymi w dwójkach.
Nasz wyjazd nie doszedłby do skutku i nie byłby tak udany gdyby nie pomoc, zaangażowanie i życzliwość wielu ludzi. Dziękujemy bardzo Powiatowi Szczecineckiemu za wsparcie i możliwość wyjazdu na zagraniczne zawody, naszej rodzince za pilnowanie reszty stada i chałupy, a całej polskiej ekipie z Tri Studne i Sandl za wszelką pomoc i świetna atmosferę.
Teraz przed nami Mistrzostwa Polski w Radkowie. W tym tygodniu chcieliśmy zrobić jeszcze jeden lub dwa treningi jednak ziemia przemarzła na kość i szkoda psich łap. Poza tym po ponad tygodniu śmigania na saniach nie bardzo jest ochota by przesiąść się z powrotem na wózek czy rower.
Na zaśnieżonym stake-oucie w Sandl zameldowaliśmy się około godziny 14 zaraz na wjeździe trafiając na pierwszą ekipę z Polski, a było ich na zawodach całkiem sporo bo aż dziewięć. Dzięki pomocy Moniki i Waldka szybko udało się załatwić traktor, który ustawił naszą przyczepę na miejscu. O wjeździe nie było mowy, niemal każdy kto próbował prędzej czy później stawał w przemielonym śniegu. Oporządziliśmy psiaki i udaliśmy się na poszukiwanie noclegu, który nie bez kłopotu udało nam się załatwić telefonicznie dzień prędzej. A okazała się nim sympatyczna gospoda Viehberg położona naprzeciw stoku narciarskiego. Jedynym minusem tego położenia była stromość podejścia, którą musieliśmy pokonać kilka razy dziennie.
Wieczorem wróciliśmy na stake-out żeby się zarejestrować. Zjechali już niemal wszyscy Polacy więc zrobiło się bardzo swojsko. Największą niespodziankę sprawił Rowerland dowożąc na zawody nasze nowe sanki, radości było co niemiara :)
Starty zarówno w sobotę jak i niedzielę zaczynały się od 10. Było nam na rękę, że klasa D startowała zaraz po skijoringu a więc bardzo wcześnie. Nasza Maya, która już od rana czuje atmosferę zawodów, nie musiała się długo denerwować, a potem oboje mogliśmy pomagać w startach innym ekipom. W naszej klasie wystartowało aż 13 zawodników, Adrian przedostatni. Udało mu się dogonić dwa zaprzęgi a wyprzedził go świetny Filip Surówka, który mocno pociągnął nasz zaprzęg. Po pierwszym dniu zajmowaliśmy dobre piąte miejsce. Drugiego dnia na stake-oucie przywitał nas silny mróz i lodowaty wiatr, nic przyjemnego jeśli ma się spędzić pół dnia na dworze, ale dzięki temu trasa zrobiła się twarda i szybka. Czasy były dziś o wiele lepsze, my poprawiliśmy swój o minute i 12 sekund i straciliśmy w tym dniu do czwartego Christopha Rottera z Austrii jedynie 9 sekund. W klasie D1 wystartowało łącznie czterech Polaków. Na pierwszym miejscu Mateusz Surówka, drugi Filip, my na piątym, a zaraz za nami Mateusz Juszczyk.
O godzinie 15 rozpoczęło się zakończenie, a już o 16 czyli zaraz potem jak traktor wyciągnął nas ze śniegu, ruszyliśmy na Pragę i dalej ku polskiej granicy razem z Łukaszem Paczyńskim jako naszym pilotem :)
Drogi były czarne i suche, do tego w nocy panował bardzo mały ruch więc jechało się bardzo dobrze i 780km i 13 godzin później byliśmy w domu.
Bardzo się cieszymy, że daliśmy się namówić na wyjazd do Sandl. Pobyt i uczestnictwo w tych zawodach dało nam dużo doświadczenia, mogliśmy zmierzyć się z bardzo dobrymi zawodnikami i podpatrzeć najlepsze teamy w Europie. Piąte miejsce uznajemy za sukces uwzględniając to, że Adrian startował pierwszy raz na nowych sankach i miał bardzo mało czasu by potrenować na śniegu, do tego nasze Maya i Izzie są chyba najmniejszymi psiakami startującymi w dwójkach.
Nasz wyjazd nie doszedłby do skutku i nie byłby tak udany gdyby nie pomoc, zaangażowanie i życzliwość wielu ludzi. Dziękujemy bardzo Powiatowi Szczecineckiemu za wsparcie i możliwość wyjazdu na zagraniczne zawody, naszej rodzince za pilnowanie reszty stada i chałupy, a całej polskiej ekipie z Tri Studne i Sandl za wszelką pomoc i świetna atmosferę.
Teraz przed nami Mistrzostwa Polski w Radkowie. W tym tygodniu chcieliśmy zrobić jeszcze jeden lub dwa treningi jednak ziemia przemarzła na kość i szkoda psich łap. Poza tym po ponad tygodniu śmigania na saniach nie bardzo jest ochota by przesiąść się z powrotem na wózek czy rower.
![]() |
| fot. Monika Stawowczyk |
| fot. Zbyszek Kunert |
| fot. Zbyszek Kunert |
czwartek, 26 stycznia 2012
Hornik - po raz ostatni
Przez ostatnie trzy dni trenowaliśmy na świetnie przygotowanych trasach wokół Hornika. Pogoda była słoneczna i mroźna, znakomicie odpowiadała psom, które biegały chętnie i z werwą.
Wraz z nami trenowała na Horniku Agnieszka Rychwalska ze swoimi greyami, a na dwa dni pojawił się Mateusz Surówka więc mieliśmy okazje podglądać najlepszych :)
Nasze plany uległy zmianie. Zawody w Decinskim Sniezniku, na które mieliśmy jechać z Tri Studne z powodu trudnych warunków pogodowych zostały odwołane. Tak więc pierwotnie nasz wybór padł na Słowację i Lubovnianskie Kupele, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na Sandl w Austrii. Po pierwsze to ponad dwa razy bliżej, a po drugie trzy razy więcej zawodników w naszej klasie, na chwilę obecną 16 startujących!
I na koniec kilka zdjęć zrobionych podczas zwiedzania okolic Tri Studne. Maya z Izzie trenowały a szczeniaczki trzeba było zmęczyć :)
Wraz z nami trenowała na Horniku Agnieszka Rychwalska ze swoimi greyami, a na dwa dni pojawił się Mateusz Surówka więc mieliśmy okazje podglądać najlepszych :)
Nasze plany uległy zmianie. Zawody w Decinskim Sniezniku, na które mieliśmy jechać z Tri Studne z powodu trudnych warunków pogodowych zostały odwołane. Tak więc pierwotnie nasz wybór padł na Słowację i Lubovnianskie Kupele, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na Sandl w Austrii. Po pierwsze to ponad dwa razy bliżej, a po drugie trzy razy więcej zawodników w naszej klasie, na chwilę obecną 16 startujących!
I na koniec kilka zdjęć zrobionych podczas zwiedzania okolic Tri Studne. Maya z Izzie trenowały a szczeniaczki trzeba było zmęczyć :)
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Hornik zdjęcia
TUTAJ można znaleźć piękną fotkę naszego teamu autorstwa Milana Venzhofera. Polecamy też oczywiście resztę zdjęć w galerii. Niedługo postaramy się sporządzić małą galerie naszych zdjęć z Hornika
Subskrybuj:
Posty (Atom)









